Adults In The Room by Yanis Varoufakis

poprzednia następna

CZĘŚĆ PIERWSZA 5. NIE DLA MNIE

Kolejna historia idzie tak. Spotkałem Lamrosa w naszym, moim i Danae, mieszkaniu w Atenach na około tydzień przed wyborami 2015, które uczyniły ze mnie ministra. To był umiarkowanie ciepły, zimowy dzień, kampania wyborcza trwała na całego, i musiałem się zgodzić na wywiad z Irene, hiszpańską dziennikarką. Przyszła do mieszkania w towarzystwie fotografa oraz Lambrosa, mieszkającego w Atenach grecko-hiszpańskiego tłumacza. Tym razem usługi Lambrosa nie były potrzebne, bo i Irene i ja używaliśmy angielskiego. Ale Lambros został z nami, patrzył i słuchał z uwagą.

Wywiad się skończył, Irene i fotograf pakowali się i zmierzali do drzwi, i wtedy podszedł do mnie Lambros. Nie pozwalając mi odejść przemówił w skupieniu tak, jakby od jego słów zależało czyjeś życie: ‘Mam nadzieję, że nie poznał pan po moim wyglądzie, że jestem bezdomny. Staram się jak mogę ukryć to przed innymi’. Potem szybko opowiedział mi o sobie.

Swego czasu Lambros miał mieszkanie, posadę nauczyciela języków obcych i rodzinę. W 2010, kiedy gospodarka pogrążyła się w kryzysie, stracił swój etat, a po eksmisji z mieszkania również rodzinę. Od roku mieszkał na ulicy. Jego jedynym źródłem dochodów są tłumaczenia dla zagranicznych dziennikarzy zwabionych do Aten przez jeszcze jedną demonstrację na placu Syntagma Square, która prowokuje zamieszki i staje się wartościowym newsem. Jego największym zmartwieniem było doładowanie paroma euro taniego telefonu komórkowego, który był jego łącznikiem z dziennikarzami.

Czując że już czas na niego, Lambros zakończył swój monolog jedyną prośbą, jaką miał do mnie.

>>>
Musi mi pan coś przyrzec. Wiem, że wygra pan wybory. Rozmawiam z ludźmi na ulicy i bez wątpienia pan je wygra. Proszę, kiedy pan wygra, kiedy pan już będzie w parlamencie, niech pan nie zapomni o tych ludziach. Niech pan coś dla nich zrobi. Nie dla mnie! Ze mnie już nic nie będzie. Za późno na ratunek dla takich jak ja, rozjechanych przez kryzys. Ale bardzo pana proszę, niech pan coś zrobi dla tych, których ciągle jeszcze można uratować. Oni wiszą nad przepaścią, trzymają się pazurami. Jeszcze nie spadli. Niech pan to zrobi dla nich. Niech pan nie pozwoli im zlecieć. Pan się nie może od nich odwrócić. Pan nie może podpisać jak poprzednia władza. Pan mi to musi przyrzec. Przyrzeka pan?

‘Przyrzekam,’ odpowiedziałem jednym słowem.
<<<

Tydzień później w parlamencie składałem przysięgę jako minister finansów. W ciągu kolejnych miesięcy, zawsze kiedy czułem że siły mnie opuszczają wystarczyło że przypomniałem sobie ten moment. Lambros nigdy się nie dowie o swoim wpływie na najczarniejsze godziny tych 162 dni.