Adults In The Room by Yanis Varoufakis

poprzednia następna

CZĘŚĆ PIERWSZA 15. KIM BYM MUSIAŁA BYĆ?

‘Nie masz do tego prawa. Po prostu zagłosuj przeciw!’

Młoda kobieta krzyczała te słowa do członka parlamentu przeciskającego się między okupującymi plac Syntagma Square by dostać się do budynku Parlamentu i głosować nad jedną z ustaw o Bailoutistan 2.0.

‘Kim ty jesteś żeby mi mówić jak mam głosować?’ odwrzasnął jej rozpychając się łokciami, pot ściekał mu po twarzy.

Wgniatająca odpowiedź kobiety była natychmiastowa ‘Kim bym musiała być?’

Bailoutistan to brzydkie słowo, ale opisuje ono brzydką rzeczywistość: wsadzenie Grecji do więzienia za długi z korzyścią dla banków z Połnocnej Europy. Tamte noce na Syntagma Square ukształtowały dalszą przemianę kraju w zinstytucjonalizowaną kolonię zadłużeniową, ale świadczyły one również o kryzysie europejskiej legitymizacji, pokłosiu kryzysu finansowego. To że można kraj przywiązany do wielkiego kontynentalnego eksperymentu ze wspólną walutą traktować jak bananową republikę jest dewastującym oskarżeniem unii rzekomo założonej na obietnicy wspólnego dobrobytu i wzajemnego szacunku.

Oczywiście europejski establishment nie chciał niczego takiego. Przed kryzysem 2008 elity Berlina, Brukseli, Paryża i Frankfurtu wierzyły w swoją własną retorykę, podobnie jak elity w Stanach Zjednoczonych i londyńskim City: kapitalizm zrodził Wielkie Umiarkowanie; pękające bańki należały do przeszłości; banki znalazły magiczny sposób na ‘ryzyko bez ryzyka’ i cudownie się same regulowały. Będący u władzy wierzyli w koniec historii, a ich praca polegała na mikrozarządzaniu, na przesuwaniu wspaniałych samonaprowadzających się, samoregulowanych systemów w z grubsza określonym, racjonalnym kierunku.

Ale kiedy europejski system finansowy potknął się na kamieniach rzuconych mu pod nogi przez autodestrukcję Wall Street, elity Europy spanikowały. Widok tonących bez śladu francuskich i niemieckich banków zmusił je do sięgnięcia do śmietnika historii i wyciągnięcia z niego ducha dyplomacji kanonierek i kulawej polityki ekonomicznej jemu towarzyszącej. Grecja po prostu miała pecha być tym miejscem gdzie one będą znowu zastosowane, a rezultatem był Bailoutistan.

Kiedy przesadny ładunek jest przewożony przez most o lekkiej konstrukcji, najsłabsza belka złamie się pierwsza. Grecja była tą belką. Przyczyna słabości Grecji nie miała nic wspólnego z Unią Europejską i leżała w nowoczesnej smutnej historii greckiego państwa i oligarchii nim rządzącej, ale przyczyną katastrofy była zła konstrukcja mostu. Nawet gdyby usunięto Grecję z konstrukcji i zastąpiono mocniejszą belką, most i tak by się załamał.

Prawdą jest że w 2010 greckie sektory prywatny i publiczny były niekompetentne, skorumpowane, rozdmuchane i zadłużone. Dlatego od nich się zaczął kryzys euro. My Grecy zdołaliśmy nabrać kredytów nie do spłacenia na długo przed formalnym utworzeniem państwa greckiego w 1827, a od tego czasu unikanie podatków stało się czymś pomiędzy dyscypliną olimpijską a patriotycznym obowiązkiem. Złorzecząc na ten stan rzeczy i na przejmującą nieporadność oligarchii, która często przechodziła w despotyzm, my postępowcy uczyliśmy się polityki w latach 60' i 70', demonstrując na ulicach a szczególnie na Syntagma Square. Ale to jeszcze nie wystarczy do uzasadnienia skali greckiego kryzysu po 2010 lub późniejszego ustanowienia Bailoutistanu, ponurej kolonii zadłużeniowej na Morzu Śródziemnym.

Gdyby Grecja nie weszła do strefy euro w 2000, co by się stało? W pierwszych latach wspólnej waluty nasze państwo i sektor prywatny pożyczyłby drobną kwotę od francuskich i niemieckich banków, nieskorych do kredytowania państwa z deficytem i ciągle słabnącą walutą. W rezultacie, pomiędzy 2000 i 2008 Grecja by rosła w żółwim tempie w porównaniu do prosperity napędzanej długiem której faktycznie doświadczyliśmy. A kiedy wysychanie kredytu uderzyło w 2008 Grecja przeszłaby małą, krótką, nieznaczącą recesją, jak te w Rumunii albo Bułgarii. Skorumpowana i niewydajna jak zawsze, Grecja dalej by się ślimaczyła tak jak w latach 50' i 60' bez kryzysu humanitarnego w którym się teraz zanurza. Postępowcy, mający dość braków naszego społeczeństwa, wciąż by demonstrowali na Syntagma Square, niesłyszani i niewidziani przez resztę ludzkości, a nagłówki światowych gazet wolne by były od tytułów w rodzaju NOWA GRECKA TRAGEDIA, GRECKIE ZAGROŻENIE DLA GLOBALNEGO SYSTEMU FINANSOWEGO. No i, oczywiście, nigdy by nie została napisana ta książka.

Błądzić jest rzeczą ludzką, jak mawiają, ale do spektakularnej porażki o oszołamiającej dla ludzi cenie, potrzebny był wiekopomny europejski projekt, euro. Grecja była kanarkiem w kopalni eurostrefy, którego śmierć powinna być ostrzeżeniem o trujących gazach ulatniających się z systemu monetarnego na kontynencie. Zamiast tego, w 2010 mała, krucha, marnotrawna Grecja stała się kozłem ofiarnym dla Europy i jej banków. Nie tylko obarczono Greków niemożliwymi pożyczkami na korzyść francuskich i niemieckich banków, nie tylko zmuszono ich do zamieszkania w ponowoczesnym obozie pracy aby omamić cudzoziemskie parlamenty, ale również musieli się oni poczuć winni całego zamieszania. Jednakże, podczas długich pełnych blasku wieczorów na Syntagma Square, europejski establishment utracił kontrolę nad grą w obwinianie. Młoda kobieta z wysoko podniesionym czołem, głosząca swoje prawo do kwestionowania władzy ze swoim wspaniałym ‘Kim bym musiała być?’ symbolizowała punkt zwrotny. Tak, nasze społeczeństwo niedomaga na wiele sposobów, ale nie, nasza okrutna i niezwykła kara nie jest sprawiedliwa. I nie poddamy się bez walki.

Katarzyna Wielka raz powiedziała że gdy nie można świecić przykładem, wtedy trzeba być groźnym ostrzeżeniem. Greckie ostrzeżenie dla reszty europejskich maruderów jest naprawdę groźne: żelazna klatka ukuta przez zadłużenie i politykę zaciskania pasa czekająca na tych którzy nie podporządkują się finansowym zasadom niemożliwym do spełnienia wskutek kryzysu. Ale młoda kobieta na placu Syntagma Square, bezdomny tłumacz Lambros, miliony innych skłonnych do wyrzeczeń ale nie do wpadnięcia w dziurę bez dna jaką jest grecki dług, z determinacją chcieli pokazać reszcie Europy że są humanitarne alternatywy, że ciężka sytuacja Europy chociaż okropna nie musi być tragiczna, że nasze przeznaczenie ciągle jest w naszych rękach.

Po brutalnym przegonieniu okupantów z Syntagma Square, gorące greckie lato zebrało żniwo i okupujący nigdy nie powrócili. Zamiast tego przeniknęli do greckiego społeczeństwa, gdzie głosili nowinę, cierpliwie oczekując następnej pożogi. Potem zapał Syntagma przerodzi się w polityczny ruch nie do zatrzymania który użyje urny wyborczej do ustanowienia nowego rządu którego proste zadanie polegać będzie na rozmontowaniu Bailoutistanu i zburzeniu ścian więzienia. Ale by tak się stało najpierw konieczne były cztery lata pracy od podstaw.