Adults In The Room by Yanis Varoufakis

NIBY ŁUK NAPINAJĄ SWÓJ JĘZYK

Wrócił do domu tuż po północy, już w niedzielę. Zmęczeni, Danae i ja już położyliśmy się spać ale przed zaśnięciem nasłuchiwaliśmy uspokajających odgłosów od drzwi frontowych. Siedemnastoletni syn Danae ostatnio rozwinął skrzydła i obserwowała ona typowy rytuał ateńskiego nastolatka w sobotni wieczór: wyjście z domu w celu dyskutowania aż do późnych godzin nocnych o znaczeniu wszystkiego, zwyczajowo w kafejkach Psyrri, dzielnicy o rzut beretem od starożytnej agory. Ateny są najbezpieczniejszym z miast, a Psyrri nawet bardziej, ale jak wszyscy rodzice z ulgą powitaliśmy dzwonek przy drzwiach.

Tej nocy, wydawało mi się że spałem tylko chwilkę gdy zadzwonił telefon stacjonarny. Nawykły do kojarzenia telefonów po północy z chorobą w rodzinie, wyskoczyłem z łóżka i popędziłem do salonu odebrać telefon.

Upiornie łagodny męski głos zapytał, ‘Pan Varoufakis?’

Mgliście odpowiedziałem, ‘Tak, kto mówi?’

‘Cieszymy się że pański chłopak wrócił,’ kontynuował głos. ‘Nieźle się bawił, wydaje nam się, że w Psyrri. Potem wracał wzdłuż Metropolis Street, odbił w Hadrian's Road, i dotarł do domu przez Byron Street.’

Czując sopel lodu w piersiach krzyknąłem do telefonu, ‘Kim do diabła jesteś? Czego chcesz?’

Jego odpowiedź była lodowato zimna, ‘Panie Varoufakis, omyłkowo wziął pan na muszkę w swoich artykułach pewne banki. Jeżeli chce pan by pana chłopak bezpiecznie wracał do domu każdego dnia, w każdą sobotę, zaprzestanie pan tych praktyk. Są lepsze tematy do wściubiania pańskiego nosa. Miłej nocy.’

Spełniła się moja największa obawa.

W listopadzie 2011 widać już było efekty drugie bailoutu. Podczas gdy zadaniem pierwszego bailoutu było zmuszenie słabszych Europejczyków (głównie greckich emerytów i mało zarabiających pracowników) do zapłacenia zagranicznym bankierom (głównie francuskich i niemieckich), drugi bailout nacelowany był na greckie banki: podczas gdy strzyżenie ogołociło je z maksymalnie €32.8 miliardów, jako zadośćuczynienie otrzymały zastrzyk więcej niż €41 miliardów, pożyczonych przez greckiego podatnika od reszty podatników Europy. Dla greckich bankierów ten osobliwy transfer był grą o najwyższą stawkę.

Martwiły ich dwie rzeczy. Po pierwsze, obawiali się że proces legislacyjny utknie w poniżonym i pełnym zdruzgotanych polityków greckim parlamencie. Po drugie, Europejski Bank Centralny, z rosnącym zakłopotaniem patrzący na krętactwa finansistów i chcący być postrzeganym jako siła ich dyscyplinująca, wysunął żądanie by przed otrzymaniem kolejnych publicznych pieniędzy banki same zgromadziły jakiś kapitał. Ale jak greccy bankierzy mogli przyciągnąć nowy kapitał gdy byli, tak jak państwo, kompletnie niewypłacalni? Żaden inwestor przy zdrowych zmysłach nie zainwestuje w dysfuncyjny bank.