Adults In The Room by Yanis Varoufakis

poprzednia następna

CZĘŚĆ DRUGA 27. GORĄCZKA PRZED BURZĄ

Wróciłem do Aten późnym wieczorem w czwartek. Moje pierwsze spotkanie Eurogrupy zaplanowano na najbliższy wtorek (11 lutego). Czekał nas długi weekend przygotowań.

Przez trzy dni i noce na szóstym piętrze ministerstwa roiło się od ludzi przysłanych przez Lazadra i moich bliskich współpracowników, wśród których byli Glenn Kim, Elena Panariti, byli doktoranci i inni eksperci od spraw technicznych którzy pomagali jako wolontariusze. Najważniejsze było przygotowanie trzech kluczowych dokumentów do położenia na stół na Eurogrupie: aktualnej analizy zrównoważenia długu [debt sustainability analysis (DSA)] pokazującej dlaczego proponowana przeze mnie zamiana długów [debt swaps] nie tylko jest zgodna z ożywieniem gospodarczym ale nieodzowna dla powrotu Grecji na ścieżkę wzrostu; listy prawdziwych, postępowych reform zastępujących program trójki; i propozycji bardziej racjonalnego i wydajnego procesu monitorowania postępów czynionych przez Grecję. W tym samym czasie Jamie Galbraith przybył ze Stanów Zjednoczonych i zajął dla siebie małe biuro schowane w ministerialnych apartamentach. Wyściskałem go na przywitanie mówiąc ‘Witam w zatrutym kielichu.’ (1) (2)

Jakość i tempo pracy wszystkich robiło wrażenie i napawało optymizmem. Ale by przygotować całościowy dokument zawierający plan zreformowania kraju, zespół potrzebował informacji także z innych ministerstw. Wczesnym rankiem w piątek zadzwoniłem do każdego z kolegów w gabinecie, prosząc o przysłanie zestawu reform jakie planują wprowadzić. Po nadejściu tych informacji na szóste piętno, zespół je oszacował i przyszedł do mojego biura zobaczyć się ze mną. Nie wyglądało to dobrze. Większość była lekko zmodyfikowaną wersją obietnic wyborczych Syrizy, w połowie naciąganą i chaotyczną. Musieliśmy w nie włożyć mnóstwo pracy zanim nadawały się do pokazania w Brukseli. Oczywiście tak powinno być: byliśmy nowym rządem i potrzebowaliśmy tego co większość świeżych rządów: miesiąca miodowego na rozwinięcie przy pomocy urzędników cywilnych obietnic wyborczych w polityczne decyzje. Nie dany nam był ten przywilej, może dlatego że byliśmy nie tyle rządem, co komitetem organizującym ucieczkę z Bailoutistanu.

Kiedy przekopywałem się przez materiał jaki później miałem prezentować na Eurogrupie przyszedł e-mail od Willema Buitera, głównego ekonomisty Citigroup, z oferta pomocy w każdy możliwy sposób i wyrazami zadziwienia oraz oburzenia na ‘tak wczesne’ wycofanie odstępstwa [waiver]. Parę godzin później Paul Krugman podniósł tą kwestę na łamach New York Times: ‘Może Niemcy wyobrażają sobie powtórkę wydarzeń z 2010, kiedy bank centralny wymusił na Irlandii przyjęcie programu oszczędnościowego grożąc zamknięciem jej systemu bankowego. Ale to prawdopodobnie nie zadziała na rząd który widział zniszczenia poczynione przez zaciskanie pasa i który idąc do wyborów obiecywał te zniszczenia naprawić.’

Dokładnie takie same nadzieje sam żywiłem: że nasz rząd nie ugnie się przed próbami Berlina zastraszenia nas EBC. Miałem zastrzeżenia wyłącznie do tytułu nad artykułem, GRA W CYKORA. Przez lata argumentowałem że nasze stosunki z wierzycielami Grecji, w szczególności z Berlinem, w ogóle nie były grą w cykora: jeśli ten kto pierwszy ustąpi przegra, będąc przekonanym że przeciwnik ustąpi należy twardo się trzymać. W naszym przypadku, jednakoż, co przyznał sam Krugman, mieliśmy mocne powody do niezachwianego stanowiska nawet jeżeli w naszej opinii kanclerz Merkel i przewodniczący Draghi mieli uczynić tak samo. Była to esencja mojego przymierza z Alexisem.

W międzyczasie, narracja westernowego Samego Południa była szczególnie niekorzystna dla naszej sprawy ponieważ odwracała uwagę publiczną od prawdziwej istoty sporu: wspólnego interesu wszystkich Europejczyków. By temu zaradzić napisałem artykuł do New York Timesa zatytułowany: NIE CZAS W EUROPIE NA GRY W CYKORA.(3) W nim wskazywałem na trzy rzeczy: po pierwsze, jako minister finansów małego zbankrutowanego kraju nie miałem moralnego prawa blefować. Wszystko co mogłem to uczciwie tłumaczyć fakty gospodarcze, przedkładać propozycje uzdrowienia Grecji, wyjaśniać dlaczego były one korzystne dla Europy i rysować wyraźną granicę której obowiązek i logika nie pozwalają nam przekroczyć. Po drugie, jak zwykłem mawiać moim studentom, teorie gier można stosować tylko jeśli się zna motywacje gracza naprzeciwko. W pokerze albo grze w oczko to założenie jest bezproblemowo spełnione, ale w obecnych obradach, napisałem, ‘sednem jest stworzenie nowych motywacji. Świeżego spojrzenia które wykracza poza podziały między narodami, niweluje rozróżnienie dawca-biorca na rzecz ponad-Europejskiej perspektywy, i stawia wspólne dobro Europy ponad małostkowym politykiersktwem, dogmatem który upowszechniony okaże się toksyczny, i rozumowaniem my-kontra-oni.’ Ale co jeśli odmowa sprowadzi na Greków nowe nieszczęścia? Trzeci punkt po prostu głosił że są ‘okoliczności kiedy trzeba zrobić to co jest słuszne nie dla korzyści ale dlatego że jest to … słuszne … Ktoś może pomyśleć że to odejście od teorii gier jest motywowane jakąś radykalną lewicową ideologią. Nie. Głównym inspiratorem jest Immanuel Kant, niemiecki filozof który uczy nas że racjonalną ucieczką od imperium doraźnych korzyści jest czynienie tego co słuszne.’

Dodatkowo oprócz pisania tego artykułu i gorączki przygotowań do Eurogrupy, dwie inne rzeczy zajmowały moją uwagę. Jedną była moja pierwsza wizyta w parlamencie, z okazji wyboru jego nowego przewodniczącego i opóźnionego zaprzysiężenia mnie i Euclida (opóźnionego przez nasze podróże). Drugą była wizyta ambasadora USA, któremu miała towarzyszyć delegacja z Departamentu Skarbu.

W południe w piątek, 6 lutego, samotnie wszedłem do parlamentu, zatrzymawszy się na krótką pogawędkę z życzliwymi przechodniami na placu Syntagma Square. Z dumą wchodziłem do budynku jako wybrany parlamentarzysta. Wysoki policjant zorientował się że jestem nowicjuszem i pokazał mi przejście przez nieznajome korytarze do wejścia dla ministrów na salę. Przeszedłem przez drzwi i nagle znalazłem się w ministerialnych ławach, z podium po lewej stronie i fotelem przewodniczącego górującym na wprost. Naprzeciw mnie, niczym w amfiteatrze, znajdowało się trzysta krzeseł, po jednym dla każdego parlamentarzysty, tyle samo co Spartan okrytych chwałą w walce pod Termopilami. Daleko z prawej strony (stosownie do nazwy) nie mogłem nie rozpoznać siedemnastu parlamentarzystów ze Złotego Świtu, tak skorych do nazistowskich zachowań.

Decyzja wybrania na przewodniczącą Zoe Konstantopoulou była wysoce symboliczna. Przez dwie poprzednie kadencje parlamentu ta obdarzona wielkim wzrostem i nie mniejszą siłą woli parlamentarzystka Syrizy w pojedynkę ujawniła rażące naruszenia procedury których dla przepchnięcia ustaw dyktowanych przez trójkę dopuściły się poprzednie rządy. Z radością głosowałem za jej kandydaturą, pokazując w ten sposób że nigdy więcej parlament nie pozwoli się zredukować do maszynki głosującej za swoim własnym ubezwłasnowolnieniem. Kiedy po chwili Zoe wezwała mnie bym przysiągł wierność konstytucji i tym samym formalnie stał się członkiem parlamentu, poczułem się odporny na strzały wystrzelone we mnie z Brukseli, Berlina i Frankfurtu.

W tym nastroju spacerkiem szedłem przez plan Syntagma Square z powrotem do ministerstwa by przyjąć ambasadora USA i delegację przysłaną z Waszyngtonu przez Jacka Lew, amerykańskiego sekretarza skarbu. Jeff Sachs i Jamie Galbraith ciężko pracowali nad urobieniem kluczowych urzędników USA takich jak Janet Yellen w FED, Samantha Power w UN czy David Lipton z MFW, tak by zapewnić nam ich pomoc w zdobyciu na prowadzenie negocjacji dziewięćdziesięciu spokojnych dni wolnych od gróźb zamknięcia naszego systemu bankowego i od niemożliwych do dotrzymania terminów. Biorąc pod uwagę pomocne publiczne wystąpienie prezydenta Obamy krótko po naszym wyborze, o znakomitym liście Bernie Sandersa do Christine Lagarde nie wspominając, z dużą dozą pewności podchodziłem do Stanów Zjednoczonych jako siły nas wspierającej. Niestety, spotkanie z ambasadorem położyło kres temu konkretnemu oczekiwaniu.

Nic z tego co powiedział ambasador nie zgadzało się z publicznie wyrażonym przez Baracka Obamę poglądem że ‘nie można bez końca wyciskać jak cytryny krajów znajdujących się w depresji’. Wręcz przeciwnie, daleko się posunął w swoich uwagach o konieczności zaakceptowania parametrów programu i postępowania zgodnie z MFW. Poinformowałem go że nie wiem jak pogodzić te dwie rzeczy, ponieważ sam MFW od dawna twierdził że bez poważnej restrukturyzacji długu i złagodzenia poziomów oszczędności program nie ma prawa zadziałać. Rzeczywiście, szef MFW na Europę, Poul Thomsen, wprost mi powiedział na spotkaniu w Paryżu że należy natychmiastowo wymazać €53 miliardy publicznego zadłużenia Grecji i przekalibrować program na mniejsze zaciskanie pasa oraz napisać na nowo plan reform. Wyglądało że ambasador poczuł się nieswojo, więc zwróciłem się do delegacji Departamentu Skarbu z zapytaniem o ich opinię na ten temat. Odpowiedzieli na nutę przypominającą melodię Obamy, ale nie minęło parę minut gdy ambasador się wtrącił ze swoim bezkompromisowym przesłaniem.

Nie ulegało wątpliwości, że z jakiegoś powodu, ambasador Ameryki w Atenach trzyma inną linię od Białego Domu i być może Departamentu Skarbu. Ale w miarę upływu czasu, odkrywałem że Departament Skarbu Jacka Lew przesuwa się bliżej ambasadora niż prezydenta. Na to przesunięcie powinien mnie uczulić fakt, że Lew nie zaprosił mnie do Waszyngtonu w ciągu tych pierwszych tygodni, tak jak zapowiadał to Alexisowi Obama. W tym momencie jednak tylko jedno się liczyło. Parę dni wcześniej nie pozwoliłem się szantażować Jeroenowi Dijsselbloemowi. Gdybym teraz zachował się inaczej, oznaczałoby to niewybaczalne stosowanie podwójnych anty-Europejskich standardów.

Patrząc przez okno w ten bezchmurny zimowy dzień na niepowtarzalny widok Parlamentu skąpanego w kolorach słońca Attyki, zacząłem zwierzać się ambasadorowi że nigdy nie aspirowałem do posady ministra. Tak, z radością wykonywałem swoją pracę, mówiłem, ale tylko z poczucia obowiązku wobec narodu zniewolonego długiem, obowiązku którego naczelnym celem było napisanie na nowo warunków naszej umowy z UE i MFW, tak by zastąpić relację drapieżnik-ofiara relacją równy-z-równym. Więc przyjęcie obecnego programu z jego parametrami po prostu nie wchodzi w grę. Tutaj znowu ambasador mi przerwał, tym razem wtrącając nie wprost mglistą, ale doskonale zrozumiałą groźbę. Z szacunku dla ludzi których głosy wyniosły mnie na stanowisko, poczułem się w obowiązku mu przerwać.

‘Odkąd objąłem to ministerstwo, w tym biurze skupiają się nadzieje i oczekiwania milionów. Ale nie jest ono moim naturalnym środowiskiem,’ powiedziałem, wskazując na Syntagma Square. ‘Będę znacznie szczęśliwszy mogąc tam znowu demonstrować przeciwko urzędom, tak jak to robię od skończenia trzynastu lat. Jeśli będę zmuszony podpisać ten nieszczęsny program który skazuje moich współobywateli na dalsze życie w upokorzeniu, proszę być pewnym że bez namysłu wykorzystam tą sposobność na ponowne dołączenie do tysięcy demonstrujących. I zrobię to z radością.’

Ambasador zrozumiał co do niego mówiłem i wkrótce opuszczał biuro. Nie byłem zaskoczony gdy się dowiedziałem że, po powrocie do ambasady, wysłał depeszę: ‘Varoufakis nie ustąpi. Jeżeli obecny program ma być kontynuowany, konieczne jest jego usunięcie.’ Nie wiedziałem tylko kto był adresatem tej depeszy. Departament Stanu? Biały Dom? Departament Skarbu? W połowie kwietnia już mniej więcej wiedziałem.

(1) Tytuł jego wspomnień z tej pracy sugeruje że mocno zapamiętał te słowa. Zobacz James K. Galbraith, Welcome to the Poisoned Chalice: The Destruction of Greece and the Future of Europe, 2016, Yale.

(2) Bez tej małej armii pomocników zdany byłbym na łaskę ministerialnej Rady Doradców Ekonomicznych pod kierownictwem Georgea Chouliarakisa, który już zdążył zademonstrować niechęć i prawdopodobnie brak wystarczających kwalifikacji swoich i swojego zespołu do robienia czegokolwiek poza przeżuwaniem modeli i prognoz trójki. Czas uciekał i zdecydowałem że najlepiej będzie odwlec konfrontację na moment po osiągnięciu tymczasowego porozumienia na Eurogrupie.

(3) https://www.nytimes.com/2015/02/17/opinion/yanis-varoufakis-no-timefor-games-in-europe.html?_r=0