Adults In The Room by Yanis Varoufakis

ZDEMASKOWANY

Podczas drogi z lotniska do parlamentu, gdzie na gabinecie w dobrych humorach dyskutowano o porozumieniu w Eurogrupie, mój telefon komórkowy obdarzył mnie po równo pochwałami i potępieniem. Jeff Sachs w e-mailu zachwycał się zdobyciem ‘120 dni na przemyślenia i burzę mózgów … historyczny przełom łamiący wszelkie zasady odgórnego zarządzania strefą euro. Chwała wam!’ Ale dwaj lewicowi bohaterowie z mojej młodości których opinia dla mnie wiele znaczyła – Manolis Glezos, bohater ruchu oporu przeciwko Nazistom i członek Parlamentu Europejskiego w lutym 2015, oraz legendarny kompozytor Mikis Theodorakis – potępili porozumienie.(1) Wszyscy mieli rację. Był to historyczny przełom ale bez zachowania ostrożności miał się on przemienić w upokarzającą porażkę.

Później tej soboty, 21 lutego, wróciłem do ministerstwa by pracować nad listą reform jakie mieliśmy zaproponować zamiast MoU. Obite drzwi do mojego biura zamknęły się za mną z trzaskiem i dałem nura. Moją misją było wycięcie z MoU toksycznych zobowiązań – ‘mikstury brzydoty’, jak określali je niektórzy w moim zespole – które stanowiły około 30 procent całości dokumentu i wzywały do większych oszczędności i zaostrzenia walki klasowej przeciwko najsłabszym, i zastąpienie ich nowymi wytycznymi. Trzeba je było sformułować takim językiem żeby trójka nie mogła się im sprzeciwić, ale by musiała dopuścić terapeutyczne działania o jakie nam chodziło, a którym z pewnością się sprzeciwiała. Teoretycznie miałem czterdzieści osiem godzin na ukończenie dokumentu. W rzeczywistości, w zalewie tylu innych spraw, dużo mniej.

Kiedy już dokument zostanie wysłany w poniedziałkowy wieczór, Mario Draghi, Christine Lagarde i Pierre Moscovici będą mieli cały następny poranek na przejrzenie go przed telekonferencją Eurogrupy zaplanowaną na wtorkowe popołudnie. Nie było miejsca na zastrzeżenia; ta trójka miał po prostu wydać wyrok na listę opisanych działań, dając jej albo zielone albo czerwone światło, bez wysłuchania ministrów.

Czerwone światło na telekonferencji oznaczało by ruinę. Ciężko wywalczone w poprzednich tygodniach rezultaty naszych wysiłków by wyparowały, banki zostałyby zamknięte a my byśmy wyszli na przegonionych petentów. Niezmiernie ważne było wiedzieć wcześniej co się wydarzy, jeszcze przed poniedziałkowym wieczorem. Jeśli czekał nas impas, wtedy nie przedstawiłbym żadnej listy reform i zamiast tego na konferencji prasowej powołałbym się na instynkt doświadczonych wojowników takich jak Glezos and Theodorakis i ogłosił fiasko rozmów, i starał się je wyjaśnić. Równocześnie, sam desperacko unikałem sytuacji patowej ponieważ pewne niewielkie różnice można było wygładzić. By udrożnić kanały komunikacji z wierzycielami, zostawiłem w Brukseli mojego zastępcę i przedstawiciela w Grupie Roboczej Eurogrupy Georgea Chouliarakisa. Otrzymał polecenie wydobycia z czołowych funkcjonariuszy brukselskich gdzie leżą ich nieprzekraczalne granice, przetestowania ich reakcji na nasze granice i poinformowania mnie przed poniedziałkiem wieczór czy zanosi się na impas.

Na całą sobotnią noc zaszyłem się samotnie w biurze, pocąc się nad planem ucieczki dla mojego uwięzionego narodu do zaprezentowania jego strażnikom. Zacząłem od czwartego i ostatniego paragrafu, któremu dałem tytuł ‘Kryzys Humanitarny’. Ten tytuł był papierkiem lakmusowym. Jeroen Dijsselbloem odrzucił ten termin jako ‘zbyt polityczny’ do umieszczenia w komunikacie z pierwszej Eurogrupy. Jeśli wtorkowa telekonferencja odrzuci moją listę z powodu tego paragrafu, będę wiedział co robić: ogłoszę koniec negocjacji na poziomie Eurogrupy, nacisnę przycisk OFF na telefonie i zadzwonię do Alexisa z informacją o uruchomieniu odstraszacza. Wyzwaniem przy pisaniu dokumentu było wyważenie dwuznaczności i szczegółowości. Ale chociaż moją intencją były dwuznaczne wyrażenia w wielu obszarach, ostatni wpis w tym końcowym paragrafie był jednoznaczny. Wyrażał on ambicje zobowiązania greckiego rządu, i wrzeszczącej wniebogłosy Eurogrupy, do zaopatrzenia biednych rodzin w opłacone, nie stygmatyzujące użytkownika karty debetowe do płacenia za jedzenie, mieszkanie, lekarstwa i prąd.

Gdy ukończyłem ostatni paragraf, zacząłem wydłubywać te zalecenia MoU które atakowały podstawowe prawa. Wpisałem zakaz eksmisji z głównego domu rodzinnego; przedefiniowanie kryteriów prywatyzacji wzbogacone o minimalny poziom inwestycji, ochronę środowiska, prawa pracownicze i troskę o wspólnoty lokalne; ustanowienie banku inwestycyjnego wykorzystującego aktywa publiczne i dziejącego się zyskiem z kulejącymi funduszami emerytalnymi; zawieszenie poprzednio uzgodnionych redukcji emerytur; stwierdzenie naszego przywiązania do przywrócenia praw związkom zawodowym; gwarancję braku obniżek w służbie cywilnej; i tak dalej. W zamian zachowałem w MoU ogromną liczbę ‘wcześniejszych działań’. Niektóre były okropne, niektóre złe, kilka dobrych. Ale tak dyktował duch kompromisu. W końcowej dyskusji na Eurogrupie 20 lutego Dijsselbloem sprecyzował że moja lista powinna być ‘szeroka ale płytka’, maksymalnie na trzy strony. W końcu wysłałem im pięć.

(1) Manolis Glezos nazwał porozumienie 20 lutego próbą ‘nazwania mięsa rybą’ – w ortodoksyjnym chrześcijaństwie zabrania się konsumpcji mięsa w Wielkim Poście, ale ryba czasami jest do przyjęcia – i przeprosił wszystkich Greków za popieranie naszego rządu i tym samym uczestniczenia w oszustwie. Mikis Theodorakis nazwał mnie i Alexisa muchami zwabionymi w sieć przez bezwzględnego pająka.