Adults In The Room by Yanis Varoufakis

ZĘBY SMOKA

Chociaż za brakiem zainteresowania naszymi bonami skarbowymi stały haniebne groźby zduszenia greckiego rządu, mimo wszystko sami też pomagaliśmy Draghiemu podsycając lewicowe wojenki z potencjalnie przynoszącymi korzyści inwestorami zagranicznymi, co pozwoliło trójce przedstawiać nas jako gburowatych lewaków którzy zasłużyli sobie na podduszanie przez EBC. Z całą determinacją starałem się to zmienić i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: przyciągnąć do realnej gospodarki zagraniczne inwestycje i pokazać że są kupcy na nasze bony skarbowe [T-bills].

Jedno przekonanie w Syrizie było słuszne: Grecja nie potrzebowała więcej nagłych wyprzedaży za wszelką cenę. Potrzebowaliśmy cierpliwych inwestorów skłonnych do wpakowania w naszą rdzewiejącą infrastrukturę dużej ilości zagranicznych pieniędzy i ożywienia naszego blaknącego przemysłu. Jeśli do tego konieczna była prywatyzacja, byłem za. Dla mnie najlepszym punktem wyjścia było przełamanie oślego uporu z jakim staraliśmy się pozbyć z portu w Pireusie Cosco, państwowego konglomeratu z Chin.

Od 2008 Cosco zarządzało dwoma z trzech nadbrzeży kontenerowych w głównym porcie Aten. Co więcej, po latach negocjacji z poprzednimi rządami, Cosco próbowało przejąć kontrolę nad całym nadbrzeżem i było bliskie nabycia 67 procent udziałów w leasingu trzeciego nadbrzeża na trzydzieści pięć lat.(6) Od 2008 do 2015 Syriza prowadziła kampanię nie tylko przeciwko tym zmianom, ale za całkowitym wyrzuceniem Cosco z Pireusu. Faktycznie paru kolegów ministrów tej kampanii zawdzięczało swoje poselskie mandaty.

Oczywiście, nikt w Pekinie nie cieszył się z wyborczego sukcesu Syrizy.

Patrząc na to strategicznie, antagonizowanie Pekinu w czasie ustalania się linii frontu z Berlinem, Frankfurtem i Brukselą wydawało mi się głupie. Oprócz strategii, byłem przekonany że Syriza atakując Cosco i Chińczyków robiła błąd. Lata przed dojściem do władzy, kiedy moi koledzy z Syrizy bębnili w Cosco, publikowałem artykuły w których nie tylko popierałem zaangażowanie Cosco w Pireusie ale wręcz zalecałem sprzedaż chińskim przedsiębiorstwom archaicznej, źle funkcjonującej i przynoszącej straty sieci kolei. Jak wtedy tłumaczyłem, chociaż uważałem prywatyzacje Brytyjskiej Kolei za wielką gafę, Grecja stanowiła klasę samą dla siebie. Nasze porty i koleje były zabytkami muzealnymi z dziewiętnastego wieku wymagającymi masowych inwestycji jakich nie mogła zapewnić grecka gospodarka (a francuska i niemiecka nie chciały). Oczywistym rozwiązaniem były Chiny. Chińskie przedsiębiorstwa dysponowały miliardami na inwestycje, znaczną wiedzą techniczną i miały długoterminowy interes w ukończeniu ich wychwalanego nowego Jedwabnego Szlaku, łączącego Chiny i Europę przez odnowiony Kanał Sueski i dalej koleją z Pireusu do Europy Centralnej, i skracającego czas podróży do serca kontynentu o osiem dni w porównaniu z okrężną drogą morską do Rotterdamu przez Gibraltar. Potrzebna była tylko uczciwa umowa, korzystna dla obu stron między rządami naszych dwóch antycznych cywilizacji.

Od pierwszego dnia urzędowania miałem w głowie inicjalizację tego procesu. Glenn Kim zbadał sprawę i przesłał mi wiadomość która nie była dla mnie zaskoczeniem: tak, Pekin martwi się wypowiedziami przeciwko Cosco padającymi z ust niektórych ministrów, ale jest wspaniała okazja do naprawienia szkód pozytywną ofensywą. Glenn tak podsumował wymierne korzyści płynące z zastosowania jego zaleceń.

>>>
Najważniejsze jest zapewnienie krótkoterminowego finansowania Grecji, co w najbliższych dniach może być decydujące. W drugiej kolejności, zapewnienie długoterminowych kwot które znacząco poprawią potencjał wytwórczy części krajowej infrastruktury komercyjnej. Po trzecie, zademonstrowanie partnerom z Europy że od początku rządzenia nowy rząd jest w stanie przyciągnąć kluczowe inwestycje zagraniczne.
<<<

Dokładnie tak samo myślałem. By wybadać grunt poprosiłem sekretarkę o przyjęcie zaproszenia na kolacje od ambasadora Chin na wieczór 25 lutego. (Gdybym był wiedział przyjmując zaproszenie że zbiegnie się ono w czasie z dramatem wokół wniosku o przedłużenie umowy pożyczkowej, zastanowiłbym się dwa razy. Z braku czasu po wyborach musiałem odmawiać prawie każdemu zagranicznego ambasadorowi w Grecji.) Fakt że rzuciłem wszystko żeby dotrzymać tego terminu świadczy o wadze jaką przywiązywałem do naprawienia relacji z Chinami i inwestowaniu w długoterminowe partnerstwo z nimi.

Uprzedniej nocy, tłumaczyłem Danae znaczenie tej kolacji. 25 lutego, biegiem wróciłem z Maximos do naszego mieszkania i mile zdumiony zobaczyłem Danae odzianą w fantastyczną chińską suknię z jedwabiu którą kupiła w Szanghaju podczas naszych wojaży – zdawało się w innym życiu. Ambasador i jego małżonka ucieszyli się gdy zobaczyli nas, a także suknię Danae, ale z początku schowali się za powściągliwą uprzejmością. Jednak, pod koniec wieczora zapanował nastrój optymistyczny, przyjacielski, nawet świętowania.

Przy przystawkach i daniu głównym słuchałem jak ambasador opowiadał jak to wygląda z Pekinu. W monologu z którego płynęła frustracja prosił mnie o zaniechanie jakichkolwiek wrogich kroków wobec Cosco. Z pewnością miał mnie za jednego z członków brygady chcącej eksmitować Chińczyków z Piruesu i zaczął z niskiego pułapu, mając nadzieję tylko na przekonanie mnie że nie należy niszczyć tego co Cosco zbudowało. Tak więc gdy przy deserze odsłoniłem karty, ambasador nie mógł powściągnąć swojego zadowolenia. Chociaż przyznawałem że należy się liczyć z oporem w Syrizie, przedstawiłem gospodarzowi swoją wizję – wizję w której było miejsce nie tylko na szerszą obecność Cosco w Pireusie, pod pewnymi warunkami, ale na dużo więcej.

‘Greckie stocznie umierają, razem z nimi umierają kwalifikacje zgromadzone przez tysiąclecia,’ powiedziałem ambasadorowi. Więc proponuję, w drugim etapie współpracy, żeby Cosco i inne chińskie przedsiębiorstwa zainwestowały w nasze trzy główne stocznie, zamieniły je w centra naprawy kontenerowców jakie nad Morze Śródziemny płyną wraz z Cosco. ‘Ale jaki sens ma posiadanie portu w Pireusie’ kontynuowałem, ‘jeśli tory po których jadą kontenery do Europy Środkowej są zaniedbane, wolne i niebezpieczne?’ Argumentowałem że należałoby zainwestować także w koleje. I w końcu: ‘Grecja dysponuje wykształconą siłą roboczą, ale płace spadły o 40 procent. Dlaczego by firmy jak Foxcomm nie mały zbudować zakładów produkcyjnych i montowni w parku technologicznym, ciesząc się z ulg podatkowych i specjalnych ułatwień dla biznesu w okolicy Pireusu?’

Zachęcony moją wyliczanką przedsięwzięć, ambasador włączył wyższy bieg. Przeszedł od nieśmiałych próśb o zostawienie Cosco w spokoju do pewnych dyskusji o korzyściach płynących ze współpracy. Ale chociaż podejrzliwośc osłabła, ostrożność pozostała.

‘Panie ministrze, musi pan zrozumieć że, z perspektywy Pekinu, Cosco jest zębami smoka. Najpierw musimy być pewni że zęby twardo się wgryzają i robią miejsce smokowi. Proszę nie mieć wątpliwości: reszta smoka nadejdzie.’

Jasna sprawa: najpierw umowa z Cosco; potem cała reszta.

Przyznałem mu rację. ‘Poinformuje pan Pekin że nie mają się z naszej strony czego obawiać?’ zapytałem.

‘Jak tylko pan i małżonka od nas wyjdziecie,’ odpowiedział. Po czym dodał, ‘Pekin doceniłby jakąś publiczną deklarację o naszej nowej współpracy, jakiś gest demonstrujący sceptykom w naszym rządzie że sytuacja się zmieniła.’

‘Może razem odwiedzimy zakłady Cosco w Pireusie w najbliższych dniach? To wystarczy?’ zaproponowałem.

‘Zrobiłby pan to, panie ministrze? Naprawdę?’ zapytał mnie z uśmiechem dziecka któremu obiecano świetny prezent.

‘Tak, oczywiście. Ja nie rzucam słów na wiatr,’ zapewniłem go.

‘Może weźmiemy ze sobą chińską telewizję?’ zapytał z niedowierzaniem.

‘Tak będzie nawet lepiej.’

Reszta wieczoru przypominała spotkanie przyjaciół po latach. Wizytę w Pireusie zaplanowano za dwa dni, zakończyć ją mieliśmy u mnie w biurze, gdzie omówimy wstępne warunki.

Kiedy sekretarz gabinetu Spyros Sagias dowiedział się o porozumieniu z ambasadorem i nadchodzącym objeździe po zakładach Cosco, nie potrafił ukryć radości. Przed wyborami Sagias udzielał Cosco porad prawnych. Dlatego jego agitację na rzecz Cosco ograniczał olbrzymi konflikt interesów. Moja inicjatywa uwalniała go od tego konfliktu, i brałem też na siebie gniew członków gabinetu przeciwnych Cosco. Był to ryzykowny ruch z mojej strony ale, jak mu tłumaczyłem, ja go zrobiłem bo było to na tyle ważne że ktoś musiał. ‘Dobrze zrobiłeś, bardzo dobrze,’ powiedział Sagias.

Wizyta w Pireusie spełniła oczekiwania. Pomimo ulewnego deszczu lejącego cały ranek aż do obiadu, Danae i ja zostaliśmy oprowadzeni po całych zakładach. Kapitan Fong, lokalny manager Cosco, człowiek szorstki i niesamowicie kumaty, trzymał zakład w garści. Za przewodników wyznaczył greckiego kierownika i prawnika firmy, sam kierował wydarzeniem przy pomocy gestów, wylewnym uśmiechem i kilkoma starannie dobranymi słowami. Dyskretnie sprawił że musieliśmy zauważyć ostry kontrast między częścią portu należącą do Cosco, super nowoczesną i gładko pracującą, i przylegającym nadbrzeżem, ciągle pod kontrolą państwa, które żałośnie rdzewiało, prawie puste.

W drodze na lunch, zauważyłem kantynę gdzie paru pracowników robiło sobie przerwę i odszedłem od moich opiekunów pogadać z nimi. Uścisnęli mi ręce i dużo mówili, ale kiedy zapytałem o warunki pracy w Cosco ucichli. Nie chcieli powiedzieć nic ponad to że ‘jest dobrze’. Ich twarze nabrały nieprzeniknionego wyrazu. Zerknąłem do tyłu i zobaczyłem stojących niedaleko kapitana Fonga ze świtą białych kołnierzyków. Przed powiedzeniem do widzenia zakonotowałem sobie w głowie szczególną troskę o prawa pracownicze jako warunek wstępny do jakichkolwiek dalszych rozmów.

Stamtąd moi gospodarze zabrali mnie do firmowej restauracji, gdzie czekał na nas rzadki widok: pod nami starożytny port, w tle wyspa Salamis, a między nimi cieśnina, miejsce słynnej bitwy morskiej Persów z Ateńczykami jaka rozegrała się w 480 BC. Teraz kolejny antyczny naród zostawiał tu swój ślad w historii.

(6) Pozostałe 33 procent rozproszone były między różnymi inwestorami którzy stopniowo sprzedawali swoje udziały Cosco.